1# Kolejny dzień...



Weekendy zawsze znoszę najgorzej... 
W te dni czuję jeszcze większy smutek niż zazwyczaj. Wszystko powraca ze zdwojoną siła. Nie mam dokąd uciec, nie mam dokąd biec... 

Być może, gdybym miała więcej ludzi wokół siebie moje życie byłoby znośne. Ale tak nie jest... Zamiast korzystać z młodości siedzę i użalam się nad sobą, rozpaczając nad światem. Wiem, że nie jest to dobry sposób na życie,  jednak nie znam innego. Według mojej terapeutki przywykłam już do smutku i dlatego nie ma we mnie chęci, aby cokolwiek w swoim życiu zmienić. I chyba w końcu ktoś odkrył mój wielki sekret.. Tak jest mi dobrze w smutku, chcę w nim tkwić i przez niego umrzeć. Nic innego nie ma w moim życiu większego sensu. Jest tylko smutek, odwieczny... i ja.. 


Dzień zaczął się całkiem dobrze. Za oknem padał deszcz, a ja wyszłam z samego rana na spacer z moją jedyna bratnią duszą... Jeżeli wychodzę 'na wioskę' to tylko rano i wieczorem, wtedy gdy nie ma ludzi, gdyż panicznie się ich boję. 

Około godziny 10:00 czułam, że nadchodzi bulimiczny atak. Już od tygodni nabierałam chęci na coś słodkiego. Byłam na odwyku i nic podobnego nie jadłam. Po moim ostatnim upadku obiecałam sobie, że przez jakiś czas nie tknę niczego słodkiego. Jednak dzień mojej przegranej nadszedł dzisiaj. Wiedziałam, że nie wygram z wilczym głodem, więc mu się poddałam. Poszłam do sklepu, nakupiłam moich ulubionych ciastek i paczkę paluszków i rzuciłam się na nie w domu, jak każda bulimiczka. Jadłam, aż  zjadłam ostatniego. Dodatkowo zrobiłam swoje ciastka. Poczułam niesamowite wyrzuty sumienia. Poczułam się nikim. Przypomniałam sobie słowa Joanny z programu "Królowe życia" i nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że mogę przytyć. W swoim pokoju miałam miskę w razie właśnie takiej potrzeby. Zaczęłam wymiotować, bo wiedziałam, że będę musiała zjeść jeszcze obiad, gdyż mama na pewno mi nie popuści. Wymiotowałam, aż nie poczułam lekkości w żołądku. Potem ciągle jadłam, ale starałam się zmniejszyć porcję. 

Żeby nie myśleć o jedzeniu obejrzałam film. Pomogło. Zjadłam normalnie kolację. Dzisiaj nie ćwiczyłam, gdyż nie mam nastroju do takich czynności. Wciąż czuję się ciężko na żołądku. 

Boje się co przyniesie jutro. Moje życie kręci się wokół jedzenia. Żyję dla jedzenia, gdyż w moim życiu nie mam żadnych innych większych atrakcji. Chciałabym żeby to wszystko się skończyło. Chciałabym nie istnieć. Sen jest drugą i ostatnią moją przyjemnością. Czy kiedyś to wszystko ulegnie zmianie na lepsze? Boje się, ze całe moje życie będzie tak wyglądało. Mam coraz mniej siły na to wszystko. Mam nadzieję, że pisanie da mi ulgę.. Chwilową... Chcę dowiedzieć się czy są na tym świecie ludzie, którzy czują podobnie, maja podobne problemy i nadal się jakoś trzymają... Choć to trudne..

CEL: Uważać, żeby nic więcej już dzisiaj nie zjeść. 
          Próbować nie najeść się jutro. 

Przeczytałam dzisiaj książkę Reginy Brett pt."Bóg nigdy nie mruga" 


Chciałabym podzielić się z Wami cytatami z tej książki:

"(...) podczas wakacji, pewien chłopiec nagle zaczyna chorować. Nikt nie wie co mu dolega. Czuje się po prostu przytłoczony życiem. Nikt nie potrafi mu pomóc (...) "

 - Regina Brett-
"Bóg nigdy nie mruga"
13 str. 

" Niektórzy ludzie rodzą się wrażliwsi niż inni. (...) łatwiej ich zranić, częściej płaczą, a smutek towarzyszy im od najmłodszych lat" 

 - Regina Brett-
"Bóg nigdy nie mruga"
13 str. 

" Zawsze miałam wrażenie, że w chwili moich narodzin Bóg akurat mrugnął. Przegapił je i nigdy się nie dowiedział, że przyszłam na świat"

 Regina Brett-
"Bóg nigdy nie mruga"
14 str. 

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty