2# Jesteśmy niczym.

Bulimiczne podejście do jedzenia z dnia wczorajszego zostało we mnie do dzisiejszego poranka. Po zjedzonym śniadaniu przyssałam się do lodówki i zjadłam dwa jogurty owocowe, które znajdują się na mojej zakazanej liście. Następnie dokończyłam jeść ciasteczka owsiane zrobione przeze mnie wczoraj i poszłam jeszcze spać, żeby nie zjeść nic więcej. Sen to jedna z moich metod na ataki jedzenia. Później było jedynie wiele rozmyślań, przygnębiania samej siebie i poczucie winy dotyczące oczywiście tego, że znowu za dużo zjadłam. 


Zaczęłam sprzątać, żeby zająć czymś myśli.
Moja mama była dzisiaj smutna. Pierwszy raz powiedziała mi otwarcie, że ma dość życia, dość tej rutyny i tego, że jest nikim. Pomyślałam sobie, że jest nas dwie, że ja przecież też jestem niczym. Zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno.... Inaczej jest, gdy sama cierpisz, ale gdy podobny ból odczuwają najbliższe ci osoby, wtedy jest już naprawdę kiepsko. 

Nie potrafiłam jej pocieszyć. 
Nie potrafiłam powiedzieć nic dobrego. 
Było mi jej szkoda i żałowałam każdych raniących słów, które wypowiedziałam w jej stronę. 
Zjadłam pierwsze danie i walczyłam ze sobą, aby nie zrobić sobie czegoś jeszcze do jedzenia. Z opresji uratowała mnie kuzynka, która napisała do mnie sms z informacją, że przyjedzie do mnie. Więc miałam już zajęcie... Nie myślałam już tyle o jedzeniu. 

Co prawda, gdy przyjechała zaczęłam się z nią porównywać. Co ma chudsze, co ma grubsze... Zawsze to robię ilekroć mam do czynienia z kobietą. 


Byłyśmy na spacerze. Minęła nas moja stara znajoma z którą od czasu choroby nie utrzymuje kontaktu. Zdziwiłam się, że jest sama... Pomyślałam, że być może jest równie samotna co ja. Gdybyśmy zaczęły się znowu spotykać, być może byłabym w lepszej kondycji psychicznej i ataki zdarzałyby się rzadziej? Potrzeba mi odwagi, abym mogła zdecydować się na ten krok. 

Komentarze

Popularne posty